Jeśli mamy już wybrane ogłoszenie o sprzedaży konia, który nas wstępnie interesuje, dowiedzmy się, gdzie ten koń stoi. W jakiej stajni. Koński świat nie jest wielki i zapewne znajdziemy kogoś, kto przebywa w danej stajni i zna tego konia. Jeśli nie mamy nikogo w tej stajni, to zapewne któryś z naszych znajomych ma kogoś znajomego i tak dalej. Tutaj przytoczymy ciekawostkę. Znasz termin „sześć stopni oddalenia”? Pochodzi on z eksperymentu „świat jest mały”. Był on przeprowadzony w 1967 roku przez psychologa Stanleya Milgrama. Doświadczenie miało stanowić test hipotezy, że członkowie jakiejkolwiek dużej społeczności (w jego przypadku ludność Stanów Zjednoczonych) mogą być bliscy sobie dzięki krótkim sieciom pośrednich znajomych. Aby sprawdzić to twierdzenie, Milgram wprowadził nowatorską metodę wysyłania listów do kilkuset losowo wybranych osób w stanie Nebrasce i Kansas, prosząc, by przekazali ten list jego przyjacielowi. Gdyby jednak nie znali go, są proszeni o przekazanie listu komuś, kto według ich wiedzy może być bliższy tej osobie. Większość listów Milgrama dotarła do jego przyjaciela po średnio sześciokrotnym przekazaniu kolejnym osobom.

A jak się to ma do naszego poszukiwania kogoś znajomego w danej stajni? Milgram w populacji 320 milionów ludzi (populacja USA) potrzebował 6 pośredników, żeby dotrzeć do danej osoby. Szacuje się, że liczba osób jeżdżących konno w Polsce to około 300 tysięcy. Czyli 1000 razy mniej niż mieszkańców USA. Można więc śmiało stwierdzić, że za pośrednictwem maksymalnie 2–3 pośredników dotrzesz do danego konia. Wykorzystaj to.

Jak jeszcze można weryfikować ogłoszenie? Sprawdź historię ogłoszenia. Możesz wpisać w Google danego konia lub też pośledzić go na portalach, gdzie jest wystawiony. Sprawdź, czy ogłoszenie nie zmienia się w czasie. Zwracaj uwagę na to, czy zmienia się cena (być może wcześniej właściciel przesadził z wysokością ceny i teraz jest niższa z nadzieją na sprzedaż – to nic złego), a może zmienił się opis konia. Zwróć uwagę, jak zmienił się opis. To również nic złego, jeśli pierwotny opis był kilku zdaniowy, źle napisany a teraz jest długi i poprawny. Być może sprzedawca sam to zauważył, że jego koń nie cieszy się zainteresowaniem, bo źle przygotował opis. A może zmieniły się zdjęcia, To też nic złego. Sprzedawca podobnie jak wcześniej mógł dojść do tego, że dał nieatrakcyjne fotografie do oferty. Ale jeśli znikają bardzo ważne informacje, jak na przykład „koń jest zdrowy”, może to budzić niepokój. Możliwe, że ktoś badał konia i stwierdził wadę bądź też koń w międzyczasie zrobił sobie coś, nabawił się kontuzji. Historia sprzedaży konia też może być ciekawa. Jeśli znajdziemy ofertę sprzedaży konia sprzed pół roku, a po sześciu miesiącach sprzedaje go inna osoba, wtedy zdecydowanie powinna zapalić nam się czerwona lampka.

Sprawdźmy też daną osobę na Facebooku i Instagramie. Każdy koniarz ma na swoim profilu setki zdjęć danego konia. Nie ma od tego odstępstw. Wszyscy mamy zdjęcia koni i na koniach. Poszukajmy więc tego obecnego właściciela. Zobaczmy, jak z koniem pracuje, jak chodzi koń pod siodłem. Jeśli koń startował, to na pewno znajdziemy zdjęcia i filmiki z zawodów. Pozwoli nam to zweryfikować poziom konia i jeźdźca. Możemy też sprawdzić historię startów na zawodykonne.com. Szukajmy zdjęć nietypowych, aby sprawdzić, jak jeździec pracował, na jakich patentach jeździł, z jakimi trenerami i instruktorami trenował. To wszystko pokaże nam doskonale, jak wyszkolony jest koń. Szukajmy też innych zdjęć i wpisów. Często osoby piszą o tym, że: „znowu kuleje, to 3 raz w tym miesiącu”, chcąc się wyżalić swoim znajomym. Nam jednak da to podstawę do przypuszczania, że coś ze zdrowiem konia jest nie tak. Zwracajmy uwagę na szczegóły. Bądźmy jak CSI Kryminalne Zagadki Stajenne.

Możemy też zapytać w końskich grupach na Facebooku. Zapytajmy, „czy zna ktoś konia o danym imieniu z danej stajni ” i natychmiast wielu życzliwych powie nam sporo o danym wierzchowcu. Wykorzystajmy to narzędzie.

Często ludzie piszą w ofercie, że sprzedają konie prywatnie, lecz faktycznie zajmują się tym zawodowo. Profesjonalny handel końmi nie jest oczywiście zły, ale nie należy tego ukrywać a tym bardziej kłamać w ogłoszeniach. Jeśli więc widzimy, że ktoś ten fakt podkreśla w ofercie, to sprawdźmy to w bardzo prosty sposób: wpiszmy w wyszukiwarce Google jego numer telefonu i sprawdźmy linki, które nam wyskoczą. Można też wpisać w pasku adresu link bezpośredni w formacie: https://www.google.pl/search?q=NUMER lub sprawdzić na serwisie typu https://www.ktoto.info.

Najlepszą weryfikacją jest jednak osobisty kontakt bądź telefoniczny z właścicielem. Zadzwońmy, nie bójmy się tego. Uzbrojeni w wiedzę ze swojego małego śledztwa możemy poprowadzić rozmowę tak, aby dowiedzieć się wszystkiego. Żeby unikać późniejszych rozczarowań, warto o wiele rzeczy zapytać właśnie podczas tej rozmowy telefonicznej, jak na przykład o wspomniane elementy ujeżdżenia czy też starty w zawodach. Nie bójmy się dzwonić i pytać, jak w przypadku konia jeżdżącego na poziomie P, zapytajmy, czy nie ma problemów z kontr-galopem i ustępowaniem od łydek. Koń skaczący na poziomie P – zapytajmy, czy możemy ustawić przeszkody 115 cm (o 5 cm wyższe) i sprawdźmy reakcję sprzedającego. Wiele rozczarowań można oszczędzić sobie już na etapie weryfikacji ogłoszenia.

2.1. Gdzie szukać konia na sprzedaż?

2.2. Na co zwracać uwagę przeglądając ogłoszenia?

2.2.1. Jak czytać ogłoszenia
2.2.2. Jak weryfikować treść ogłoszeń
2.2.3. Najczęściej stosowane określenia w opisach

2.3. Wizyta w celu obejrzenia wybranego konia.