Przebrnęliśmy przez ciężką ocenę eksterieru konia. Trochę pewnie zanudziliśmy Was. Teraz jednak przyszedł czas na ocenę ruchu konia. Obserwacji konia w ruchu dokonujemy, prowadząc go po linii prostej (lub po trójkącie) po twardym podłożu w stępie i w kłusie. Tylko w tych dwóch chodach dostrzeżemy ewentualne kulawizny. Prowadzący idzie (lub biegnie w kłusie) po lewej stronie na wysokości głowy konia w odległości wyciągniętego ramienia, trzymając w ręce wodze około 20 centymetrów poniżej żuchwy konia. Gdy koń biegnie od nas, patrzymy głównie na kończyny tylne, gdy biegnie w naszym kierunku, obserwujemy kończyny przednie oraz ruchy głowy i szyi. W obu wypadkach oceniamy, czy koń pozostawił dwa ślady. Ruch konia oceniamy również na kole pod jeźdźcem, o czym w dalszej części.

Jeśli nie widzimy żadnych oznak kulawizny, możemy poprosić o wykonanie próby zgięcia. Gdy właściciel konia wyrazi zgodę na taką próbę, przechodzimy z koniem na równe podłoże. Może to być kawałek drogi, ścieżki lub też ujeżdżalnia. Powinniśmy mieć do dyspozycji minimum 20 metrów prostej drogi dla konia. Właściciel przejmuje konia na kantarze lub uwiązie. Druga osoba potrzebna jest do próby zgięcia, a trzecia do poganiania bacikiem, jeśli koń ma kłopoty z zakłusowaniem w ręku. Sama próba zgięcia polega na podniesieniu każdej nogi z osobna i wygięciu stawów pęcinowych i nadgarstkowych (pierwsze dwa, licząc od kopyta) na maksimum zgięcia i odczekanie 60 sekund. Po tym czasie odstawiamy nogę na ziemię, a właściciel natychmiast przechodzi do kłusa z koniem. Koń powinien zakłusować równo, bez oznak kulawizny. Jeśli koń kuleje przez większą liczbę kroków, ocenia się konia jako kulawego.

Po takiej ocenie konia możemy znaleźć się w kilku sytuacjach. Pierwsza to taka, gdy koń nie wykazuje żadnych kulawizn i objawów chorobowych, to sytuacja idealna. W takim wypadku powinniśmy wezwać weterynarza na wykonanie prześwietleń. Nie pozwólmy się ponieść tutaj emocjom i nie kupujmy zdrowego, jak nam się wydaje konia, gdy sami nie stwierdziliśmy objawów chorobowych. Zawsze w takim wypadku wzywajmy weterynarza, aby potwierdził nasze przypuszczenia.

Druga sytuacja jest taka, gdy koń pokazuje pewne drobne objawy chorobowe. Takie, które na nasze oko nie wykluczają go z użytkowania. Może to być krok więcej kulawizny podczas próby zgięciowej lub inny drobiazg. Wezwijmy więc weterynarza, aby go fachowo przebadał i wydał fachową, profesjonalną opinię o zdrowiu konia.

Trzecia sytuacja jest taka, gdy koń, czy to podczas próby zgięciowej, czy podczas obserwacji na lonży bądź pod siodłem wykazuje objawy chorobowe. Tutaj czasami kusi człowieka, aby wezwać lekarza weterynarii na badania. Może to nic poważnego? Może zaraz przejdzie? Należy jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chce się kupić chorego konia? Oczywiście, że nie. Jeśli to drobnostka, to powinien to wyleczyć właściciel przed sprzedażą konia. My jako nowi nabywcy konia powinniśmy otrzymać zdrowego konia, nie zwierzę do leczenia. Druga kwestia, dlaczego my mamy finansować diagnozowanie obcego konia? Dlaczego to my mamy wzywać weterynarza, aby go zdiagnozował i powiedział, na czym powinno polegać leczenie, ile będzie to trwało i jaki przyniesie skutek? To przecież obowiązek właściciela, nie nasz. A co, jeśli nasze obawy okażą się słuszne i koń nie nadaje się do użytkowania? Zwróci nam ktoś pieniądze za diagnozę obcego konia? Dlatego ta sytuacja, gdy sami stwierdzamy kulawiznę bądź inną chorobę musi być klarowna. Powinniśmy powiedzieć właścicielowi, aby wyleczył konia i później do nas zadzwonił. I jeśli nadal będziemy szukać rumaka, to przyjedziemy. I tyle, bez dalszych badań, jeśli oczywiście nie mamy w planach zbawiania świata i diagnozowania na własny koszt wszelkich, niezdiagnozowanych zwierzątek na świecie.

Następnie konia należy osiodłać. Również i tę czynność wykonujemy samodzielnie. Obserwujemy, czy koń stoi spokojnie podczas zakładania siodła i dopinania popręgu. Sprawdzamy też, czy koń przyjmuje kiełzno bez buntu. To wszystko ma nam pokazać, jak będzie wyglądała nasza codzienna praca z koniem. Po osiodłaniu prowadzimy konia na ujeżdżalnię.

Na ujeżdżalni prosimy właściciela konia o wylonżowanie go. Pamiętajmy, że lonża stanie się naszą codziennością w pracy z koniem, więc warto zobaczyć, jak koń pracuje na lonży w obu kierunkach i w trzech chodach. Podczas lonży obserwujmy też ruch konia, czy nie ma żadnych oznak kulawizny. Sprawdzamy, czy równo stawia nogi, czy dokracza. Jeśli ruch konia na lonży nie wykazuje kulawizny, prosimy właściciela konia, aby wsiadł na niego. Aby to on pokazał nam na początku konia pod siodłem. Możemy wtedy poobserwować konia w ruchu. I podobnie jak podczas obserwacji konia na lonży, tak i tutaj zwracamy uwagę na jego ruch. Możemy też poprosić właściciela, aby zrobił parę kółek po ujeżdżalni na luźnej wodzy. Gdy już właściciel rozstępuje konia i pokaże swoją pracę w trzech chodach, jeśli koń nie wykazuje żadnych oznak kulawizny, możemy się przesiąść i wskoczyć w siodło.

Pracę w siodle rozpoczynamy od stępu. Zróbmy sobie parę kółek w stępie z przejściami stęp – stój – stęp. Takie ćwiczenie pokaże nam na początku, jak koń reaguje na podstawowe sygnały. Zwracajmy uwagę, czy jest to sygnał delikatny i czy koń staje prosto. Możemy także wykonać parę razy cofanie, jeśli koń i jeździec są na to gotowi. Cofajmy niewiele, maksymalnie trzy kroki. Pamiętajmy, aby pracować w lewo i w prawo. Wykonajmy kilka wolt i serpentyn. Przejdźmy się też liniami środkowymi, żeby sprawdzić, jak koń idzie po linii prostej, nie mając z boku ściany. Zobaczmy także, jak koń zachowuje się w stępie swobodnym, zebranym, pośrednim i wyciągniętym,

Po stępie przejdźmy do pracy w kłusie. Zacznijmy ponownie od przejść stęp – kłus – stęp. Po serii przejść wykonajmy w kłusie kilka okrążeń w lewo i w prawo, serpentyny i wolty. Wróćmy znowu do przejść, tym razem przejść kłus – stój – kłus, aby sprawdzić, czy koń zakłusuje ze stój i zatrzyma się z kłusa. Wykonajmy także ustępowanie od łydki, aby sprawdzić reakcję konia na łydki. Wszystkie ćwiczenia oczywiście wykonujemy w obu kierunkach. Nie zapominajmy także o jeździe po linii środkowej, aby sprawdzić, jak koń idzie po prostej (bez ściany z boku). Powinniśmy także dodać i skrócić w kłusie. Sprawdźmy konia w kłusie roboczym, pośrednim, wyciągniętym i zebranym.

Po ćwiczeniach w kłusie przejdźmy do pracy w galopie. Podobnie jak wcześniej, zacznijmy od przejść kłus – galop – kłus. Następnie galop po ujeżdżalni i wolty w obu kierunkach. Próbujmy robić wolty szersze i ciaśniejsze. W zależności od umiejętności konia i jeźdźca można także wykonać wężyki o jednym brzuszku z kontr-galopem. W galopie próbujmy dodać i skrócić. Sprawdźmy konia zarówno w galopie roboczym, jak i wyciągniętym oraz pośrednim. Sprawdźmy także zagalopowania ze stój. No i oczywiście wszystkie ćwiczenia wykonujemy w obu kierunkach.

Po ćwiczeniach dresażowych możemy wykonać parę skoków, w zależności od dostępności przeszkód. Poprośmy o ustawienie stacjonaty, oksera i szeregu. Wsadźmy ponownie właściciela w siodło, aby pokazał kilka skoków. Następnie zamieńmy się ponownie miejscem i bawmy się wysokościami. Zacznijmy od niskich, ale nie bójmy się ich podnosić. Oczywiście należy mieć na uwadze swoje i konia umiejętności. Nie skaczmy od razu wysokich przeszkód, gdyż nie znamy konia. Nie znamy jego ruchu w skoku. Skoczmy więc najpierw coś niskiego. Bawmy się na parkurze dziwnymi najazdami i kombinacjami przeszkód. Po wszystkim rozstępujmy konia na luźnej wodzy.

Warto jest też próbować denerwować konia podczas jazdy. Można mu dawać sprzeczne sygnały, na przykład hamujące i popędzające jednocześnie. W taki sposób łatwo można sprawdzić, jak reaguje koń na nietypowe sytuacje. Czy się buntuje i jak jego bunt wygląda? Czy szuka rozwiązania, czy też zamyka się w sobie? Będzie to bardzo istotna informacja z punktu widzenia naszej pracy w przyszłości. Możemy też poprosić, aby osoba nam towarzysząca wsiadła na chwilę na konia i sama sprawdziła go pod siodłem. Bardziej doświadczony jeździec bądź instruktor dostrzeże to, co mogliśmy przeoczyć. Ponadto da to też temat do dyskusji przed podjęciem decyzji o kupnie tego konia.

Nie przejmujmy się naszą niedoskonałością. Jeśli oglądany koń jest koniem prywatnym, jeżdżonym tylko przez jednego jeźdźca, nie dziwmy się, że nie czyta odpowiednio naszych sygnałów. Wystarczy, że łydkę mamy 1 cm dalej niż obecny właściciel i już nam nie wyjdzie ustępowanie. Nie patrzmy więc na skuteczność, tylko obserwujmy konia. Czy współpracuje, czy szuka rozwiązania? Możemy też poprosić obecnego właściciela o rady, jak postępować. To nie wstyd, tylko przejaw zrozumienia koni. Ponadto dochodzi czynnik stresowy. Zrozumiałe jest, że patrzą na nas osoby postronne i często przez to się spinamy. A to już negatywnie wpłynie na naszą jazdę. Pamiętajmy też, że często do konia jeździmy kilkadziesiąt albo nawet kilkaset kilometrów autem. Jesteśmy wtedy wymęczeni podróżą i zwykle rozgrzewka nie wystarczy.

2.2. Na co zwracać uwagę przeglądając ogłoszenia?

2.3. Wizyta w celu obejrzenia wybranego konia.

2.3.1. Pierwsza rozmowa telefoniczna
2.3.2. Wizyta w nowej stajni i ocena konia z ziemi (zachowanie i wygląd)
2.3.3. Ocena konia w ruchu i jazda próbna na wybranym koniu

2.4. Wybór konia – czy to ten odpowiedni?